Olgierd Kowaliszyn

Suzan
I.

Powiedz jak to jest kochać

Powiedz mi jak to jest kochać, narysuj, lub napisz wiersz
Raz śmiać się, a raz szlochać ty o tym najlepiej wiesz
Nie pytam o twoje powody bo wiem, że masz i ze sto
Ciągle jeszcze jesteś młody lecz nie raz osiągnąłeś już dno
Sięgając w tył wspomnieniami wyczuwasz namacalny lęk
Że kiedyś byliście sami i że może nadejść znów taki dzień
Nie pytasz się nikogo o rady, to ona pomogła ci
Zwalczyć psychiczne obawy, pokolorowała dni
I trzymasz ją mocno za rękę i doskonale już wiesz
Że obaj przeszliście mękę, lecz dziś nową nadzieją jest

Ref.
I tym właśnie… i tym właśnie
Stałym uczuciem, które nie gaśnie
I to ci odpowiem… i to ci odpowiem
Jest myślą, emocją i słowem

Powiedz mi co to jest miłość, jak mam zobaczyć ją
Czy to wtedy gdy serce tak biło, gubiąc rytmikę swą
Podczas pierwszego spojrzenia, kiedy ujrzałaś go
Życie nabrało znaczenia, a cały świat był niczym tło
I nie pytam cię o opinię, bo doskonale wiem
Że mówisz, że póki nie zginiesz, będziecie kochać się
I ty również, nie pytasz o rady, przekonana jesteś, że
To czucie przetrwa dekady, a on twoją siłą jest
Otacza cie silnym ramieniem, czy w szczęściu, czy w rozterce
I nagle czujesz ciepło, napływające w serce

Ref.
I tym właśnie… i tym właśnie
Stałym uczuciem, które nie gaśnie
I to ci odpowiem… i to ci odpowiem
Jest myślą, emocją i słowem

Więc proszę opisz zakochanie, daj choć jedną wskazówkę
Również czasem czuję wahanie, przez które całą noc nie usnę
Czy miłość to przelotne spojrzenia, zrozumienie bez słów
Gdy wszystko nabiera znaczenia, a życie jest pełne snów
Ciężko jest opisać uczucie, dokonać tego słowami
A jak to jest kochać, odpowiedzmy sobie wszyscy sami

Ref.
I tym właśnie… i tym właśnie
Stałym uczuciem, które nie gaśnie
I to ci odpowiem… i to ci odpowiem
Jest myślą, emocją i słowem



II.

W głębi

Mam wszytko... Czuję to... Na co dzień…
Mam wiarę... Mam siostrę... Niewygasły płomień...
Kocham ją, choć krew z krwi rzec nie mogę
Mam cichy cel, który wyznacza mi drogę
Mam złote rady... Korzenie mocne...
Osoby bliskie... Zawsze pomocne...
Czasem wszystko znika… głębia i mrok…
Głębia umysłu... Lęk? Złość?... w otchłani krok
Wyliczam na palcach jak mantrę
To wszystko co jest choć trochę warte
Próbuję przypomnieć uczucie bliskości
By moje ręce spoczęły spokojnie
By w końcu zaprzestać atakom złości
By nie czuć się jak na odwiecznej wojnie
Spokój próbuję uzyskać... dłonią chwytam serce
Wiem, że to tylko moja panika, moja... nic więcej
Wspomnienie... Chwile, które są ważne...
Moja towarzyszka... Jej słowa otuchy dodają
Lecz dalej czuje żałość to straszne
Gdy nie ma tych co za dłonie trzymają 



III.

Wiedźma

Ref.
Wiedźma wieszczyła (-), wciąż tańcowała (-)
Młoda dziewka z warkoczem przez ogień skakała
Ciało swe wiła (-), dłonie splatała (-)
Patrząc w płomień, jak zaklęta tak powiadała

Mówię wam, nadejdzie mroczny czas
Gdy zgaśnie światło i spłonie las
Gdy nie będziemy mogli jak dziś
Spokojnie co dzień przed siebie iść
Czas gdy rządzić będą demony
A my będziemy im oddawać pokłony
Natura zostanie zapomniana
Starożytna więź na wieki zerwana!!

Ref.
Wiedźma wieszczyła (-), wciąż tańcowała (-)
Młoda dziewka z warkoczem przez ogień skakała
Ciało swe wiła (-), dłonie splatała (-)
Patrząc w płomień, jak zaklęta tak powiadała

Mówię wam, nadejdzie mroczny czas
Gdy zgaśnie światło i spłonie las
Gdy ci którzy mieli chronić i bronić
Będą zabijać i siłę swą trwonić
A prawa strona zostanie spaczona
Gleba krwią niewinnych splamiona
Stare zasady pójdą w zapomnienie
Równowagę zachwieje ludzkie plemię!!

Ref.
Wiedźma wieszczyła (-), wciąż tańcowała (-)
Młoda dziewka z warkoczem przez ogień skakała
Ciało swe wiła (-), dłonie splatała (-)
Patrząc w płomień, jak zaklęta tak powiadała

Mówię wam, nadejdzie mroczny czas
Gdy zgaśnie światło i spłonie las
To co teraz jest naturalne
Stanie się stare i banalne
Płomień połączonych naszych serc
Zgaśnie, ugasi go zimny deszcz
Miast ludzi, ich ciała będą żyły
Odejdą stare duchy i obumrą wiły...

Ref.
Wiedźma wieszczyła (-), wciąż tańcowała (-)
Młoda dziewka z warkoczem przez ogień skakała
Północ wybiła (-), pląsy skończone (-)
Usiadło dziewczę swą wizja zmęczone 



IV.

Nauczymy go!

- Ty popatrz młody Polak się rodzi!
- Świeć panie nad jego duszą
- To chłopiec!
- Słuchajcie starzy i słuchajcie mnie młodzi
- Oto nowa nadzieja na świat przychodzi

Ref.
Najpierw opijmy jego narodziny
Roześlijmy listy do całej rodziny
Śpiew zabawa do porannej godziny
A potem, nauczymy go!

Nauczmy go, że nie wolno mówić prawdy
Nauczmy go, że warto być zabawnym
Nauczmy go, żeby trzymać się z daleka
Od niechlujnego i brzydkiego człowieka
Nauczmy go, „naturalnych podziałów”
Istnieje świat i istnieje nasz naród
Nauczmy go, że nacjonalizm to zło
Dodajmy, że inne kraje to totalne dno.
Nauczmy go czym jest polska logika
Niech zrzuci całe zło na wybranego polityka
Pokażmy mu jak się modlić i wierzyć
Pięścią i krzykiem święte słowo szerzyć

Ref.

Nauczmy go, podziału na płcie
Że jednej wolno, a drugiej nie
Niech bierze kogo tylko się da
I niech wie, że zdrada nie jest zła
Nauczmy go, szafować słowami
I nie przejmować się kiedy kogoś zrani
Nauczmy go, jak hajs zarobić
A tak naprawdę to nic nie zrobić
Nauczy go, godnego zachowania
Agresji, krzyku i przeklinania
Przestraszmy go ciągłymi przestrogami
Że życia nigdy nie budujemy sami

Ref.

Nauczmy go, jak palić i pić
Co jest sednem, bez czego nie da się żyć
Nauczmy jak chronić podopiecznych
Tak aby żaden nie czuł się bezpieczny
Nauczmy, że nienawiść wzmacnia człowieka
A wygra ten który głośniej zaszczeka
Nauczy go, że patologia to bzdura
To tylko tradycja, to tylko kultura
Powiedzmy, że krew z krwi, że rodzina
Tu się wszystko kończy, tutaj się zaczyna
I przede wszystkim by udawał, że jest dobrze
Bo jeśli się odezwie to nikt go nie poprze 



V.

Sprawozdanie

Cielesne więzienie, mnie ogranicza
Serce dotarło do pogranicza
Idę do przodu udając panicza
Przez monotonie mało mnie zachwyca
Znowu za oknem ta brudna ulica
Grób tych, którym nie pali się znicza
Żyjemy szybko, nie widząc bicza
Chowając za maskami oblicza

Kolejny artykuł o cywilnej śmierci
Kolejne miasto, które tym śmierdzi
Odwieczna prawda głęboko siedzi
Przetrwają przecie tylko najsilniejsi
Ludzie rano znowu wczorajsi
Przechylą butelkę i raj się im śni
Przez pryzmat zaciśniętej pięści
W tylu osobach ogień już nie świeci

Modlitwy wzniesione do bogów wielu
A ludzie dalej trwają w burdelu
Nie pytaj, zeruj, to nasze serum
Pozbywasz się hamulców i sterów

Nie mogę patrzeć na zatracenie
Ludzi i ich chore patrzenie
Już od dziecka nas czeka spaczenie
Wszechobecne niezrozumienie
Do pustki dążenie
Chore podniecenie
Imaginacja i życiem zmęczenie
Pogarda i chciwość jako zwieńczenie

Szukając emocji, kontrolę tracimy
Na siłę coś robiąc, nadwyrężasz siły
Bo serce z rozumem będą się biły
A promyki nadziei długo się tliły
Boisz się by cię nie zostawiły
By tamte dni nie powróciły
Byś nie poległa wśród mroku mogiły
Aby wspomnienia się nie zatraciły

To jest opis, krytyka, stwierdzenie, ocena
Tego, czego nikt nie docenia
O ludzkiej skłonności do pobłądzenia
Mrocznym obliczu złego czynienia
Do cienia i śmierci wiecznego dążenia
Traumy i serca zlodowacenia
Ci co czują za dużo, są do zniszczenia
Przez tłum nie czujący żadnego sumienia