Piotr Wożgin

10366322_835303206527725_6039489645063647464_n
Pora powracać, pora 
wzruszyć skiby mogilne, 
cale życie trzeba przeorać, 
a nasze ręce są silne. 
                             
Władysław Broniewski

 



Słów parę o Łuczniku
Z cyklu o Łuczniku zwanym Matem,
często i gęsto również mym bratem.


----------------------------------

12 listopad 2012r., wiersz smutnym wieczorem spisany.
Nigdym nie myślał że tyle łez pełnych żałości,
przyjdzie mi wylać nad jego mogiłą,
że przyjdzie mi okazać swym płaczem dlań męskości,
że przyjdzie mi modlić się, by ziemia była mu miłą.

Powiedział mi kiedyś że kurhan niewielki będzie pochówkiem najlepszym,
byle wśród łąk jego młodości był usypany,
tam gdzie Aleatha niegdyś darzyła go plonem słonecznym.

Nie wiem sam czy nadal gdzieś na dnie mojej duszy,
patrzy w pogodne oczy dziewczyny,
czy duch jego ze smugami przeszłości w podróż wyruszył,
czy może jednak wciąż przemierza Aleathy Równiny.

6 styczeń 2013r., rzecz o tamtym zwątpieniu
Po czasie znalazłem wersy powyżej sklecone;
sporo zmian przyszło od wieczoru gdym je spisywał,
a wieczór to był smutny. on wrócił na łąki rozpromienione,
i rzekł pewnego czasu do mnie, że też się ze zwątpieniem borykał.

Ja wątpiłem w istotę mojego pisania i tworzenia,
on wątpił w życie bez utęsknionego domu,
lecz pojął, jak i ja pojąłem moje pragnienia,
że życiem i domem teraz dla niego wędrówka,
jak dla mnie pisanie i sztuka.

Zapragnął więc powrócić razem ze mną w przygody;
samotność mu nie służyła, jak i mi nie służy,
zbyt jestem dla niej życia i przyjaźni żądny, zbyt młody,
polecił więc to życie poezją, tworzeniem rozchmurzyć.

Tak i nie sypałem kurhanu, na próżno patrzeć za mogiłą,
wcale nie wylałem łez pełnych żałości,
ziemia nie musi jeszcze wcale mu być miłą,
nie musiałem płaczem okazać mojej męskości.

dobrze zrobiłem nie sypiąc tego kurhanu.
pochowałbym nie tylko wymyślonego Łucznika,
ale i część siebie – sztukę.

----------------------------------

12 luty 2013r., Rozmowa co się podczas wieczornej przechadzki odbyła

(podczas jednej z wieczornych przechadzek Łucznik zwrócił się do mnie)
       Niemrawą masz dziś minę kamracie,
Chciałbym Ci pomóc, mój drogi bracie.
Widać jakiś smutek Ci doskwiera,
Rozterka z Twojej duszy wręcz wyziera.

(spojrzałem na niego poważnie)
        Dobrze zauważyłeś po mnie Łuczniku,
Problemów czasem bywa bez liku.
Ktoś powiedział bym żył swoim, nie Twoim życiem,
A prędko znajdę się na szczycie.

(on zasmucił się)
       Jeśli ruszyć zamierzasz swą własną drogą,
Wróć kiedyś proszę ku moim progom.
Ot, tylko o tyle Cię proszę stary przyjacielu, 
Nie zostawiaj mnie na dnie pamięci, gdzie zległo tak wielu.

(objąłem go bratersko i uśmiechnąłem się)
       Łuczniku, Tyś najdroższym mi, mym bratem,
Rozłąka z Tobą dla duszy byłaby katem.
Żyć chciałbym jak Ty - będąc przy tym sobą;
Jak miałbym zrobić to inaczej, niż żyjąc właśnie z Tobą?

(Łucznik rozpromienił się i teatralnym gestem ręki wskazał drogę przed nami)
       Wyrusz więc ze mną pisarzu mój młody,
By na odległych traktach szukać przygody.

(uścisnąłem go)
       Niezmiernieś mnie teraz tym bracie ucieszył,
A wcześniej mówiąc o swoich progach - rozśmieszył.
Bo gdzie Ty byś mógł mnie zabrać, jak nie w karczmy progi?
Ale spokojnie - nie większe są też moje wymogi.
(i ruszyliśmy)

----------------------------------



Tęskno Ci, Łuczniku?

(Noc okrywa trakt swoim całunem,
słońce już śle za horyzont łunę;
Łucznik fajkę powoli swą pyka,
słyszy jeszcze spóźnionego słowika)


Psia krew, życie samotne to życie puste,
Psia krew, dzisiaj już chyba wcale nie usnę!
Noc zimna nadchodzi?, ognisko ogrzeje;
(ręce ku ogniu Łucznik wysuwa,
lecz tęsknota mu umysł zatruwa)

Cóż to za pociecha? Wszak serce kostnieje...

(Łucznik wzdycha, z żalem sięga w przeszłość
by spojrzeć raz jeszcze – na to, co odeszło)


Com utracił? Czy majątek?, całe złoto?
Nie; tęskno mi ku rannym w domu świergotom,
tęsknię ku złotym bochnom rano pieczonym,
tęsknię ku czasom - dla mnie dawno minionym...

Tęsknię za tym naszym pełnym zboża łanem,
i za kosą; niegdyś na nią narzekałem;
dziś wiele bym dał, by choć jeden zebrać pokos,
choć raz wziąć zamach i ciąć go - szeroko...

I za Tobą mi tęskno, lipo zielona,
co kiedyś tak byłaś pięknie ukwiecona;
cień nam strudzonym pracą zawsze dawałaś,
może choć Ty od pożogi się uchowałaś?

(Łucznik spogląda w gwiazdy na niebie;
widzi dziewczyno najdroższa – Ciebie)


Nie zostawiłaś dla mnie włosów kosmyka,
nie mam po Tobie żadnego naszyjnika;
nie ma nawet blizny – choćby na mym sercu,
a me serce? Słyszę jak woła – straceńcu!

I tęskno mi za pięknym perlistym śmiechem...
I tęskno mi za Twym tak ciepłym oddechem...
Za Tobą, ma miła, za warkoczem włosów...
Do Ciebie, ma miła, do wspólnych losów...

Zostały mi tylko me ciepłe wspomnienia,
we wspomnieniach, najdroższa, nic się nie zmienia;
w nich wciąż skaczesz z kamienia na kamień,
wciąż koisz mój smutek śpiewaniem...


----------------------------------

Któż pieśń smutną Twą słyszy?

Łuczniku, odpowiedz mi na jedno pytanie,
nurtuje mnie ono od dawna nieprzerwanie:

     Czemuż to pieśń Twa w świecie szerokim nie słynie,
     wszak od dawna jej melodia po traktach płynie;
     w mroku zimnej nocy ona milknąć się zdaje,
     lecz słyszę ją – pieśń smutną, wśród gawęd i bajek.
     Gdziekolwiek się udam i Cię wspomnę, kompanie,
     jak echo wraca do mnie twe smutne wołanie:

     o tym, jakeś to mój bracie dawnymi dniami
     błąkał się bez niej, jakeś zimnymi nocami
     widywał ją czasem wśród ogni roztańczonych,
     o sercach i spojrzeniach, tęsknie oślepionych...

Jak to jest, powiedz mi proszę, mój przyjacielu;
czemu pieśń Twą słyszy tylko niewielu?

(śmiech Łucznika dosłyszałem wśród ciemnej nocy,
odpowiedzią po chwili mnie brat mój zaskoczył)


     Poeto mój młody, wszak Ty mnie tylko słyszysz 
     bo jeno Ty mi w życiu psim towarzyszysz;
     tylko Ty w te długie noce ze mną zostałeś,
     tylko Ty mojej pieśni się sam przysłuchałeś.

----------------------------------

Jak to z Cieniem łącząc się doznałem światłości

(Wieczór był zawsze pełen różnych rozterek,
lecz smutków i strapień było już zbyt wiele.
Przeniosłem się w krainę gdzie Łucznik żyje;
ruszyłem z nadzieją, że deszcz winy zmyje;
poszedłem zbłąkany w mej duszy ostępy,
by być czystym, zmarzniętym i przemokniętym.
Otuchy niosąc ze sobą mały zapas,
znalazłem miejsce - próżno szukać na mapach)


     Patrzcie, tu zdarzy się dla mnie wcale dużo:
     to kres mej ucieczki przed ogromną burzą,
     to kres mej ucieczki przed straszliwym smutkiem,
     to kres mej ucieczki przed byciem wyrzutkiem.
(Myśl zaraz okropna zdołała mnie strwożyć)
     A jeśli zbyt późno by walkę zakończyć? 

(a Łucznik opuścił swą złotą krainę,
szedł za mną w noc straszną – ciemną dnia ruinę;
i rzekł do mnie,jakby do siebie samego:

     Bracie, rzec Ci coś muszę - patrz Cienia swego,
     tak jest - spotkać się z nim przecież kiedyś trzeba;
     walcząc jednak folgujesz swoim słabościom.
     Udziel mu trochę Twego własnego nieba:
     tedy złączysz się nie z Cieniem, a ze Światłością.

(Za radą poszedłem co dał mi Myśliwy:
wstąpiłem bez lęku w tę noc najczarniejszą.
Bogatszy o Cień mój i Światłość największą,
wróciłem czem prędzej do domu szczęśliwy)


----------------------------------

O radzie najdroższej przez Łucznika mi danej

Łuczniku... Znów serce swe umiem poruszyć!
(Wołałem, zstępując w czeluści mej duszy)
czy wpuścisz do siebie? Wszak wracam w Twe progi!
Pomówić chcę tylko, mój bracie tak drogi...

     Nie czas jest na słowa; (rzekł głos przyciszony)
Więc na co takiego? (spytałem zdziwiony)

(Poznałem odpowiedź, słysząc wilków wycie
To Łucznik nie mówiąc, tak rzekł mi)
- na życie.