Jakub Bazgier

Tysian_azfqns

List
 
Wszystkie nasze chwile,
Zamilknij, wysłuchaj mnie,
Jak bardzo i dlaczego się zmieniłem?
Że już mówisz do mnie tylko cześć?
Boże, wybacz za grzechy które popełniłem,
To, że jestem tym kim jestem,
Szukając szczęścia znów pobłądziłem,
Odbija mi coraz częściej i częściej?
 
Wiesz co to jest?
Gdyż ja nie jest w stanie pojąć...
Zrobiłem ogromny krok wstecz,
Muszę z wrażenia na chwilę odetchnąć,
Myśli, jak dusza niespokojna,
Powiedz mi: kim jestem?
W którymś miejscu nadal toczy się wojna,
I czym dla ludzi jestem?
 
Dorastając miałem jedno marzenie,
Zapomnieć o przeszłości, znaleźć cel w życiu,
Chcę żyć dla kogoś, chcę żyć wiecznie,
Wszystko co było ulega rozmyciu.
Jedną rzecz, tylko jedną zrobić mogę,
Chcę znów poczuć zapach wiosny,
Znów opuszczam moją załogę,
Usłysz mój szept donośny,
 
Bo dlatego, że chciałem tego,
Bo dlatego, że zgubiłem się w marzeniach,
Bo dlatego, że robiłem głupie rzeczy,
Bo dlatego, że jestem mną,
Bo dlatego, że nie chcę się zmieniać,
Bo dlatego, że historia lubi się powtarzać,
Bo dlatego, że nie wiesz jak cierpię,
Bo dlatego, że za wszystko przepraszam.

Miłość bezimienna
 
Kiedy znikąd pojawiłaś się Ty,
Opadł smutek w życiu mym,
Ciebie w sercu się nie spodziewałem,
Heh… w co ja się wkopałem…
A tak nagle wszystko się zmieniło,
Mogę znów znienawidzić… ukochaną miłość.
Czemuż na próżno ubiegam o Twe względy…
I potem czuję się niczym młotem walnięty.
Ewidentnie – serce od rozumu silniejsze,
Kiedy zakochuję się, choć nie mogę, nie chcę.
Raz jest cudownie, raz samotność panuje wokół,
(…) cisza i smutek, choć błogi spokój…
Sercem patrz i kochaj, ludzie powtarzali,
I nie wiedząc kiedy, w odosobnieniu pomarli,
Układam więc ręce, podnoszę głowę, by jeszcze zawalczyć!
 
 
Boat, which never got seashore
 
You showed me a colors of the sky,
Because I saw it’s all grey,
In my mind is a big fight,
What I supposed to say?
What I did wrong?
Uh…, but everything was going to be good,
We promised ourselves – we will be strong!
But now I see that sad truth…
Tell me, what should I do to change our world?
I'll be sure, that I got a correct way?
You don’t know, where is that perfect home,
But you know, that death is a result of try.
Falling in love doesn’t make sense,
Unrequited love I’ll throw into dust.
Let's do that last dance,
And destroy that fuckin’ trust.
Cause…
You showed me a colors of the sky,
But I see it still grey,
Do you really want to break my heart..?
 
 
Chcę wyjść z łodzi,
Chcę na nowo się odrodzić,
Chcę wyjść z łodzi,
Pragnę z mroku się wyłonić.
Chce odkryć to co niezbadane,
Przełamać bariery niezniszczalne,
Przedzierając się przez drut kolczasty,
Biorę los w swoje łapy,
Znaczy… Ja nic nie zrobię,
Najwyżej ziemię krwią przyozdobię,
Krzycząc w niebo coraz głośniej,
„Czy do cholery, o wiele ja proszę!?”
No nic…
Zostanie jak jest,
Za mało jest miejsc,
Przemknę jak cień,
Nawet…
Nie zauważysz mnie.
Zamknięty jak… ptak w klatce,
Już niczego od życia nie pragnę,
Człowieku, bądź wolny, oczywisty,
Niech Twój głos będzie pewny, rzeczywisty,
Niech zabrzmi dźwięk podniebnego organisty,
Jak kolejny Twój trup w otchłani zawiśnie.
 
Tom prawdy
 
Codziennie,
Pojawiasz się znikąd.
Czy dzień jest piękny,
czy szatą bólu owity.
Jestem tu,
Choć nie wiem po co…
Jak ilości przeczytanych już stron,
Otwieram sobie oczy.
Kolejny rozdział rozwieram,
Szukając panicznie pomocy,
Z każdą stroną jednak,
Czytając straszne historie ludzi tam zawarte,
Tym, którym nie mogę pomóc,
Choć próbując ze wszystkich sił.
 
Zawsze.
Ostatnie zdanie,
Każdej kolejnej stronicy,
Mające mi pomóc,
Dobija bezlitośnie.
Patrz.
Tysian zawsze nieobecny,
Poda pomocną dłoń,
Spójrz jednak…
Drzewo wyrośnie,
I da dorodne owoce,
Gdy zadbasz o niego,
Dasz mu trochę miłości.
Będziesz.
 
 
Wszechobecna toń zaufania
 
Czemu odeszłaś,
Pożądana?
Zawsze obecna,
Szemrząca, wodo wezbrana,
 
Tyś odeszła, swoją drogą,
Błądząca...
Nie chcesz być podporą?
Nosem mą dłoń trącająca...
 
Odeszłaś, wymigując się sprytnie,
Na próżno...
Gdy to co jest teraz, pryśnie.
Spójność.
Pozostaniemy na wieki kim byliśmy.
 
 
 
Kalos key agathos.
 
Żegnaj...
Roso poranna,
Tak,
Wyczekiwana od dawna.
Kiedy będąc młodym człowiekiem,
Kiedy z ptakiem dzieląc się chlebem.
Nie zastanawiając się dłużej,
Jaka pogoda będzie z tej chmury.
Teraz, gdy... starość nastała,
Gdy... Osoba ma rozumu trochę nabrała.
Przejrzałem na oczy,
Jak mogłem tak kroczyć?
Poranna, wieczorna,
Ma osoba spokoju głodna.
 
Co dostałem?
Smutek, nienawiść,
Życie przegrałem?
Jak łatwo mówić, tak trudniej zabić.
Wiem tyle co dawniej,
Dzięki temu jednak nie jest mi łatwiej.
 
Zniknąć...
Jak już to na zawsze,
Jeśli, adresacie, tak Tobie będzie łatwiej..?
Zniknąć...
Jak już to całkowicie...
Z bólu wijąc się należycie.
Rozwiązanie,
Odejść od świata?
Przemyślane...
Choć szkoda mego brata,
Wszyscy mówcie, życie pięknem jest.
Jeśli cierpisz, to po co masz żyć?
 
Kalos kei agathos,
Wiersz ten, nie patos.
Kalos kei agathos,
Piękno i dobro? Czy słabość?
Kalos kei agathos,
Dla mnie życie to marność.
 
Śmierć to też rozwiązanie.
 
Brodzi krwią...
Pełną bólu, zawiści.
Bredzę wciąż,
W samotności, nienawiści.
Rzeka, pełna martwych ciał,
Siedząc na brzegu spoglądam w dal.
 
Nie widzę dla siebie przyszłości,
Widzę siebie,
Konającego w bólu i bezsilności.
Nie ma dla mnie miejsca w niebie.
 
Tam... Tyle spokoju, miłości.
Krzewy to źródło czystej młodości.
Ja wciąż pomiędzy śmiercią błądzę,
Jak małe zwierzątko w płomień wchodzące.
 
Wiem, że to smutne,
Lecz to jest prawdziwe.
Nic nie jest dobre,
Te sekundy zdradliwe.
 
Nie mów, że będzie dobrze,
Nie mów, że mam się radować.
Wyciągnij w końcu rękę pomocnie!
A jak nie... to zacznij ciało me chować!
 
Gdy na słowa jest za późno...
 
Ideał, jakże on piekny,
Ideał, jam zawsze mu wierny,
Jest blisko, słynie z cierpliwości,
Gdyż kochałem, z czasów mej młodości,
Powrotnie zło, cierniem pokryte,
Ponownie blask, przez uczucie rozmyte,
Jestem tu, lecz brak odpowiedzi,
Chcę powiedzieć wszystko, jak na spowiedzi.
Mroczne obawy nad bagnem się snują,
a cała odwaga do trumny zawędruje,
Bladość, choć pełnia kolorów,
W sercu korytarzach drga szelest Twych kroków,
Lecz... gdy mgła powiewa wieczorami,
W ciemnych uliczkach serca Twego bramy,
zamkniętej.
Choć zza chmury wychynęła szara wydmuszka,
Nawet jeśli to kłamstwo, czy winna jest ..?
 
Rozmowa na inny dzień
 
Ktoś Ty, że Cię nie ma?
Wiara i nadzieja? Uciekła?
Szlochasz cicho do poduszki,
Nie wiesz jak pozbyć się martwej pustki..?
Coś z czym nie chcesz się pogodzić,
Coś co Twym zdaniem może Cię uszkodzić.
Tysian - Zawsze nieobecny...
Jestem obok, szczery i wieczny,
Gdy czując bezsilność poszukujesz rozwiązania,
Pomyśl, czy nie sam sobie wszystko wzbraniasz,
Dlaczego więc zostając tutaj samotnie?
Przecież nie chcemy, byś człowieku, zapomniał bezpowrotnie.
 
Spójrz w lustro,
Daj spokój kłótniom,
Odpowiedz sam sobie,
Bo ktoś kto jest przy Tobie,
Patrzy niespokojnie,
Chce zapobiec burzy w Twojej głowie,
Nie mów, że nikt nie pomoże,
Nie mów tego patrząc w życia zorze.
Nie mów, że się nie da,
Gdy upadasz, zawsze masz obok przyjaciela.
 
Czasem... w głowie układam sobie czarne scenariusze.
Że jestem sam, że ból w sobie duszę,
Dzieje się to w nocy, gdy ciemność mię przysłania,
Lecz to kłamstwo, które być nie ma prawa.
Gdyż już świta, kończy się zły sen,
Tak, to nadchodzi kolejny, piękny dzień.
 
Zagadka
 
Spokojną toń i wodę,
Roztrząsać śmierć i trwogę.
Nad sensem życia dumać wieczorami,
Siostrzaną noc zapełniać rysunkami.
Biały dzień nastanie po smutku,
Jak kurka spokojna na własnym podwórku,
Wozić się dumnie na szczytach chmur,
Kijem orać miłość i ból,
Jak lipa - silna i dojrzała,
Serce jak maszyna stara, zdruzgotana.
Krwawo zwinięta, jak tutka.
Zimne jak sopel, zamknięta furtka.
Kora nasiąknięta ciężkim, złym deszczem.
Od głosu puzonu wyczuwasz dreszcze.
Biel zza rogu powoli wygląda,
Wilczy przyjaciel łapę Ci poda,
Umilkną kłosy i dziwne owoce.
Co nietrafione ręką odtrącę.
 
UNKOWN_TITLE_1
 
To, że jestem zawdzięczam aniołowi,
To temu, który spogląda do głowy,
"Dziękuję, że jesteś" - niby zwykłe słowa,
Lecz zapamiętaj i w sercu je schowaj.
Wszystko co dobre już się skończyło,
To co już było, właśnie przeminęło.
 
Wiem już jak było,
Wiem jak jest teraz,
Nie wiem jak będzie,
Bądź tylko i wspieraj.
 
To co się działo kiedyś w moim sercu,
To co ukryło się za ciemnym kamieniem,
To co stało się tu na miejscu,
To na co patrzyłaś z wielkim zdziwieniem.
 
Gdyby ból był człowiekiem,
Stałby sie moim największym przyjacielem,
Gdyż... Nie chcę krzywd innych,
Bo to ja jestem winny,
Moja głupotę na bok odstawmy,
Niech jest, jak jest teraz, tak jest najłatwiej.
 
Pusto tutaj...
 
 
Pokaż, że żyjesz!
Otwórz się na innych,
Ty się tak pięknie kołyszesz,
Twych oczu niewinnych.
 
Ty nieświadoma,
Tego co stało się wokoło,
Tylko Twa korona,
Wrażeń królowo.
 
Dlaczego ten ból tak bardzo Cię cieszy?
Dlaczego nie możemy stać po jednej stronie muru?
Dlaczego nie mogę pokonać tej zamieci?
Cokolwiek zrobię, nie pokonam tego trudu.
 
Czemu wydaje się, że jest źle?
Mimo tego, że jest idealnie,
Powiew wiatru, który zwiodł mnie,
Nie potrafię zwyciężyć w tej wojnie.
Egoistycznie
 
Adresacie!
Pragnąłeś miłości,
A ja Ci ją dałem.
Adresacie!
Pragnąłeś spokoju,
Ja spory zażegnałem.
Potrzebowałeś radości,
Ja Ci ją ofiarowałem.
 
Czegóż więcej potrzeba do pełnego zaspokojenia?
Czyżby zmienić to, czego nikt nie chciał zmieniać?
Uspokoić zmartwioną duszę?
To ja tutaj złem kołyszę.
 
Adresacie!
Bliżej wam nieznany.
Adresacie!
Tak bardzo przez wielu pożądany.
Adresacie!
Teraz już z serca wygnany.
 
Czemuż, więc... spoglądasz tak łaskawie?
Patrząc na mój ból i chód kulawy?
Nie rozumiesz tego co widzisz.
Próbujesz tylko gestem zmylić.
 
Adresacie!
Spotkałeś już szczęście?
Adresacie!
Czy zaczynasz już pękać?
Adresacie!
Gdzież jest Twoje miejsce?
Adresacie!
Czemu musisz mnie w snach nękać?
 
Siedzę teraz, smutny i srogi,
Bo co? Nie ma już mojej drogi,
Nigdy nie chodziłem na skróty,
Ale nie ominąłem jednak całej tej obłudy!
 
Adresacie!
Patrz ile wrogości.
Adresacie!
To dla Twojej pełnej jasności.
Adresacie!
Zrozum, to normalne,
Na kolana upadnę,
Wsłucham się w mędrców radę,
Do snu się nie ułożę...
Adresacie!
Padnę...
 
Nie śpij
 
Nie krzycz,
Bo na Ciebie krzyczeli,
Nie krytykuj,
Bo Ciebie krytykowali,
Nie krzywdź,
Bo Ciebie krzywdzili.
 
Jesteś przecie dobrym człowiekiem,
Wszystek zło przeminęło z wiekiem,
Zwiędł kwiat, tak piękny i kolorowy,
Starcze! Przecież jesteś jeszcze młody!
Jesteś jak niebo pełne chmur,
Jak książę, który utracił swój dwór,
Wszystko po to, by pokazać kim jesteś,
Lecz pokazać możesz więcej!
 
Nie upadaj,
Choć inni upadli,
Nie trać nadziei,
Choć inni zwątpili,
Nie pozbywaj się radości,
Choć inni są smutni.
 
Rękę podaj aniołowi,
Pokaż, co dzieje się w Twej głowie,
Słowa, które się nie kleją,
Te, które znajdują się w cieniu.
Poszukaj źródła światła,
Uratuj martwą część ciała,
Wiedz, że smutek dopada każdego,
Lecz jesteś tu po to, by pokonać złego.
 
Pokaż, że kochasz,
Gdyż inni przestali kochać,
Pokaż, że wierzysz,
Gdyż inni utracili wiarę,
Pokaż, że jesteś,
Gdyż inni tego nie wiedzą.
 
 
Nie martw się... Już odchodzę
 
Magiczne wrota, otwarte na oścież,
Ludzka głupota wypłynęła wsząd,
Każdy poranek, zasłałem swą pościel,
Do głębiokiej strudni zaglądasz ciągle w głąb.
Otarte życie, otwarte na świat,
Nie wszyscy idioci widzą ten punkt,
Tak to pisze ten brat, zły brat...
To jest bardzo pospolity kult,
Znaleziony w skrzyni nienawiści,
Nikt nie dostrzeże dobra i piękna,
Więc dlaczego żyć wedle tej dziwnej zawiści?
Zawiesić na szyi łzę, a rzęsa,
Bo ona przeszkadza - zniknie,
A to co dobre - z serca wypłynie,
Świat tych kłamców w końcu zamilknie,
A spokój nastanie na naszej wyżynie.
 


Poranna Wiosna
 
Nie mam już na nic sił, ej!
Jakby mi ktoś kołek wbił, ej!
Choć poznałem wielu z was,
Nie jeden mi w pamięć wlazł,
Nic nie zmieni już tej baśni lirycznej.
 
Razem już, Ty i ja,
Podzielmy wszystko na dwa,
U Twych stóp umieram,
Wróg czyha u mroku bram...
Wierzę w Ciebie, radę dasz.
 
Spokojna toń, mokre łzy,
Zależy mi na szczęściu Twym,
Mi najbardziej,
Niewyraźnie,
Odczytuję z gestów tych.
 
Wiosno ma, słuchaj mnie,
Ty wiesz dobrze, kocham Cię,
Żadne zło,
Nawet On,
Już nie zniszczych naszych drzew.
 
Spotkałem na drodze kota,
Później znów czarnego kosa,
Wszyscy wiedzą co to znaczy,
Serce me musi wyrazić,
Ciężki ból tego młokosa.
 
Wiele rzeczy, jedno wyjście
 
Usadowiłem się w fotelu,
Miękkim, nieprzyjemnym jednocześnie.
Próbowało wielu...
Każdy poległ... Za wcześnie...
Do snu nie wolno się kłaść,
Inne podejście, chociaż może zaszkodzić,
Ta głębia, otchłań, przepaść,
Nie za nos wodzić.
Rożne rzeczy wykorzystać trzeba,
A nawet jeśli zajdzie potrzeba,
Przemieszczę się w fotelu.
Tak jest nakazne!
Nie ma innej rady.
Wszystkie techniki już poznane,
Wspomnienia wrzucić do szuflady,
Zrobić to, co przez serce wskazane,
Próby dążące do własnej zagłady.
 
 
Klucz do skrzyni
 
Trzymam w ręku pióra,
Spoglądam ślepo przed siebie,
Tutaj ciągle pusto,
Czy tutaj jest jak w niebie?
Są rzeczy nieznane,
Przez nikogo nie wychwalane,
Lecz gdy spojrzę w górę,
Mogę nawet zionąc duchem,
Trudna sprawa, nie wiadomo,
Jeśliś proste, to nie wierzę,
Jaka pustka, tu wokoło
Podjęta łagodnie, z czystym sercem.
 
Tutaj wszystko
Świeci się i błyszczy,
Nie wiem, bo...
Ciągle w uszach piszczy,
Prostym krokiem,
Pewnym, mocnym,
Nie z obłokiem,
Lecz radosnym,
Choć się boję,
Boję szczerze,
Podejdę i uwierzę,
Że otworzyć skrzynię,
Da się i to łatwo,
Nie wyminę się tak prosto
Gdy już zajrzę tam do środka,
Znajdę szczęście, radość wielką,
Życie zmieni się, rzecz prosta,
Nawet, gdy mi oczy pękną,
To zobaczę rzecz niezwykłą.
Klucz do skrzyni okraszony,
I nie jestem zadziwiony,
Spodziewałem się innego,
Więc zrozum mój kolego,
Otwórz skrzynię, nie bój się,
Będzie dobrze, uwierz, wiem..!
 
Tęczowa melodia
 
Z każdym krokiem życie zbliża się do końca.
Nawet po chwilowym błysku słońcu.
Jeden kamień, wiele kropel wody,
Jeden uśmiech dla osłody,
Objąć ręką wspomnienia, stare,
Kolorowe, niektóre smutne, szare.
 
Wyjątkowo, czerwień ostro świeci,
Do tego błękit próbujący go ukoić,
Zieleń - chcący dodać nadziei,
Żółty nie może uspokoić.
Tęczy barw, tak bardzo różnych,
Jednakże słońce, zawsze nie zmienne,
Kolory, jak do uczuć: pustych i próżnych.
Smutek, zawiść, zawsze nieodrębne.
Rzucić trzeba chrust do ogniska
Płomyki jemu zawsze wierne!
I choć daleka to jednak bliska.
 
Wyznanie
 
Witaj koleżanko,
Dziś piszę wierszem.
Dlaczego to robię?
Bo to w podzięce,
Za to, że jesteś,
Niby błaha sprawa,
Lecz dla mnie to nie zabawa.
Ilekroć zobaczę Twoją osobę...
Mało powiedziane, że tracę głowę.
Uczucie dziwne, lecz mnie to nie zraża,
Chcę Ci to oznajmić, kiedy okazja się nadarza.
Twa obecność jest jak gwiazdy, noc, pełnia,
Przy Tobie nikną troski i zmartwienia.
Patrząc w Twe oczy czuję się jak w niebie,
Spoglądając w tą głębie, widzę tylko Ciebie.
 
Może tutaj skończę moje przesłanie,
Wykonałem już chyba swoje zadanie.
Poświęć więc chwilę, przeczytaj do końca,
I oceń starania tego oto chłopca!
 
She's reading in your mind
 
Otwieram oczy szkliste,
Przecież to jest oczywiste.
Myślę sobie...
"Co ja będę robił w grobie?"
Nagle ona się zbliża,
Me poczucie siebie zawyża,
Spogląda, otwiera szeroko oczy,
Uważaj! Ona nic nie przeoczy,
Nawet myśli najczarniejsze,
Lub te z lekka jaśniejsze.
Ona zobaczy, prześwietli twą duszę,
Przestań myśleć zanim wyruszysz,
W drogę marzeń
Tych... wspaniałych wrażeń.
Ona muśnie oddechem twego policzka,
Ty chwilowo przestajesz dociekać,
Ona już wie, nie musisz nic zdradzać,
Jest po to, aby w twych myślach hasać,
Nic nie ukryjesz, twój trud jest bezowocny,
Ona doskonale odgadła, że jesteś głodny.
 
Fraszka o smutnej samotności
 
Siedzi dziadek na żerdzi,
Wzdycha po cichu i pierdzi,
Więc pamiętajcie moi drodzy,
Że w tych gazach jest dużo mocy.
Jednych mogą one wzruszyć,
A tych złych nawet udusić.                                              
Pokonując smutek
 
Musisz pokonać siebie i wytrwać w cierpieniu, wytrzymać w potrzebie, powstać na nowo, jak Feniks z popiołów, uwierzyć w siebie, to proste przed siebie patrz.
Nie stękaj, gdy Ci ktoś powie: "wymiękasz" - spójrz mu prosto w oczy i wykrzycz, że życie jest nie po to by cierpieć, tylko po to by później wymieść to zło, te smutki, a ten diabeł malutki - pójdzie na swe miejsce tam gdzie wszystkie te jędze.
Do podusi nie chowaj głowy, jesteś jeszcze młody, to prawda trochę wycierpiałeś uwierz ja to wytrzymałem - żyję dalej, obrzucany kamieniami ten wybrany przez Boga.
Tu moja przestroga, miłość to wędka i musisz łowić ludzi na smak ten, który w sercu się obudzi wśród dobrych dni zarzuć przynętę, aby uzyskać radość i szczęście.
Tego potrzebujesz mała, więc się nie poddawaj, tylko głowa do góry i kilof w swe dłonie, jak górnik ścieraj pot ze skroni dobry duch Cię broni, przed tym co złe więc nie rezygnuj, więcej walcz i nie pękaj.
Proste to rymy głupio sklecone, by Ci poprawić humor byś miała nagrodę.
 
Anioł marzeń
 
Też bym chciał,
Móc wszystko,
Gdy wiatr powiał,
Marzenie się rozprysło.
Prosty, lekki gest,
Tak spokojny,
Dotykając kilku miejsc,
Tak dostojny.
Stanę w jej obronie,
Właściwy wybór,
Ten ruch wyrobię.
Ze złości biegnę do szuflady,
Wyjmuję nóż, jestem już blady
Czyżbym to ja był właśnie ten wybrany?
Przecież ja nie chcę tejże zagłady...
Pojawia się anioł,
Przez Boga wezwany,
By mnie powstrzymał,
Mówi: "dasz radę,
Masz inne problemy,
Posłuchaj znów serca,
A otrzymasz znów weny"
Zniknął...
Jak świeca zgaszona...
Prysnął...
Zostałem niewzruszony...
 
Już wiem co mam robić,
Pójdę do przodu, swoją własną drogą,
Z sercem muszę się pogodzić,
A Ty odrzuć postawę wrogą,
Ty musisz się ze sobą pogodzić,
 
Wstań!
Pójdźmy ramię w ramię,
Tak!
To ja Ciebie wybrałem.
Wiesz...
Oboje mamy jeden cel,
Więc..
Powiedz przeszłości - cześć!
I...
Zrób krok do przodu
Gdzie...
Bez powodu,
 
Dotkniesz dziś nieba,
Masz unieść głowę,
Lecieć i się nie bać!
Tak się nie da?
To nie takie łatwe,
Lecz posłuchaj tego,
Wierzyć w siebie zacznij,
Tego pragnie,
Nie tylko ma osoba,
Lecz wszyscy...
To Ci pewności doda!
 
Życiowa sałatka
 
Prosto... Nie ma nic...
Przychodzi do mnie... Mój brat...
Wchodzimy razem przez drzwi,
Niepewnie...
Tutaj znajduje się stół,
Biały, drewniany i prosty,
Na nim seledynowa miska,
Odwrócona dołem do góry.
Wszędzie czarno, a światło....
Jakby znikąd...
Spod miski ma wszystko wyniknąć.
- Powiedz, mój bracie, co widzisz? - zapytałem
- Widzę dwa rozmazane przedmioty,
- Przedmioty, które mają życie, istoty.
- Owoce, kamracie, to zwykłe owoce.
- Nie... Tym razem, tutaj więcej uczucia i mocy!
- Wytłumacz, więc... Co ci leży na sercu?
Podniosłem głowę, spojrzałem poważnie,
- Mam ci powiedzieć!? - mruknąłem odważnie
 
Otóż... Gdy usunę miskę
Odsunie się z piskiem,
Zostaną, jak już wspomniałeś,
Owoce, które są na zawsze.
Pierwszy - truskawka, niby niepozorna,
przepiękna, wspaniała, lecz nie można.
Gdybyś jednak spróbował skosztować,
Najpierw będzie słodka, pyszna,
Później trucizna zacznie wypływać,
Dlatego tak jest wyznaczone?
Bo zjedzenie jej jest zabronione!
Drugi owoc to piękna gruszka,
Choć ich nie lubię, to mogę spróbować.
Już raz ugryzłem,
Dla mnie - przepyszna
Dla mej osoby do szansa odwieczna.
Niestety są i negatywy,
Po zjedzeniu całej odczujesz...
Niedosyt...
Znowu uczucie głupie i proste
I nie wiem, bracie, co mam tu zrobić,
Chyba się jednak muszę pogodzić,
Będę ma gruszkę chrupał powoli,
Aby odczuć przyjemność tej chwili.
- Teraz rozumiem - odpowiedział słuchacz.
- A ja Ci powiem: to w sercu cenzura.
- I jeszcze jedno, gdy się odważę...
- Mówże!
- W tej osobie nic się nie zmienia,
Nasz stary Tysian, zawsze to samo...
Porównuje wszystko tylko do jedzenia.

Po rozmowie
 
Otaczają mnie oni,
Szczęśliwi, zakochani,
Przez los? Na pewno wybrani.
Miłość, wszędzie wszystko ogarnia,
Tylko jej serce, przede mną się wzbrania.
Dotknąć jej policzka, bo ona ładna,
Ale zawsze przychodzi trauma.
Jej odrzucenie,
Znienawidzenie,
Prawda w oczy kole,
Jak strzał z łuku,
Tylko więcej huku.
Serce pęka na dwie połówki,
Trochę jak po zjedzeniu grochówki.
Dotykasz czołem jej włosów,
To tylko marzenie,
Jak kropla porannej rosy,
Wszędzie wiatr wieje.
Ona wie, Ty już też.
Nie... Ja tu nie pasuję!
 
I want to tell you something
 
I hate this world,
because I want..
because I love..
I am so bored.
 
I wanna touch Your smile,
But I can not try...
I am so scared,
Sometimes prepared,
Do You ignore me?
I am not for you unique?
 
Tell me the truth,
I can not look through
Your soul, your mind
People! Please don't remind!
 
I know...
You have beautiful eyes,
I have a sad face, when you are saying "bye",
You've never given me a hug.
So...
Maybe, it would be better,
If I get killed by a truck?
I am just a modest writer.
 
I know...
How it looks ...
But I don't know how to start
It is the same as riding a bike
Beginnings are hard.
My environment is absorbed by You,
But...
Me... As if I am not to exist here
Weird...
I promise, I'll send the sound to your ear.
If the need arises I will change myself
But here I need help.
 
Miłe słówka
 
Jesteś moim szczęściem,
Niczego nie chcę więcej,
Dotknąć Twych ust,
Objąć Cię wpół.
Spojrzeć w Twe oczy,
I słuchać jak mruczysz.
 
Taka cisza,
Taki spokój,
Lekki powiew wiatru,
Słychać tylko szum drzew,
Spadających kropel deszczu.
 
Stoimy - tylko Ty i ja,
To ciepło, właśnie tak,
Bije z Twego serca,
Już zagrzałaś tam dwa miejsca.
Dla Ciebie, dla mnie.
 
Poranki, budzę się sam.
Wstanę, patrzę pod poduszkę.
Znalazłem Cię właśnie tam,
Taką, małą, kochaną bułkę.
Taka miękka, delikatna
Aż chciałoby się schrupać,
Moja dusza bratnia,
Ciepła, aż chcę ją przytulać!
 
Jasne jak słońce,
Głos, melodie tańczące,
Miłość mą wyznaję w wierszu,
Twoje oczy zawsze się cieszą!
 
Dlaczego piszę? Nie wiem.
Wiem tylko, że kocham Ciebie!
 
Tyle czasu
 
Te duże, piękne oczy,
Para ciemnych warkoczy,
Uśmiech nieziemski,
I nosek niewielki.
 
Mam tutaj anioła,
Zesłanego przez Boga,
Otworzył tu swe serce,
Czego pragnąć mogę więcej?
 
Jestem, wyciągam ku niej rękę,
Bo nie widziałem drugiej, równie pięknej,
Gdy jest mi smutno i ona jest przy mnie,
Ja się raduję i smutek mój niknie.
 
Tuż drugi raz widzę ten księżyc,
To początek, ja będę zawsze wierny,
Nie wiem, ile na prawdę jestem wart,
Lecz jestem pewny, że kocham moją Kath!